Kiedyś chciałam iść na archeologię, jednak przed samą maturą zmieniłam plany. Uwielbiałam filmy o przygodach Indiana Jonesa, Lary Croft i Bena Gatesa. „Trzy zagadki Vulpiny” Marty Klary Trojanowskiej skusiły mnie obietnicą podobnej przygody.
Początkowo zapowiadało się naprawdę bardzo dobrze, jednak im dalej tym historia podobała mi się coraz mniej. Vulpina Sammons to archeolożka, która ma na swoim koncie wiele sukcesów. Niestety metody jej pracy nie są lubiane, dlatego w wielu miejscach staje się persona non grata. Dziwne zlecenie dotyczące olbrzymich psów w Arizonie ma dać jej duży zastrzyk gotówki, dlatego kobieta pakuje się i razem z ekipą mężczyzn rusza w nieznane. Do tego momentu książka była ciekawa. Co się zatem stało? Otóż główna bohaterka pomyliła pewność siebie z arogancją. Vulpina od pierwszego spotkania z Keithem była negatywnie, wręcz agresywnie nastawiona do towarzyszy. To właśnie jej zachowanie sprawiło, że straciłam chęć na lekturę. Lubię silne, pewne siebie bohaterki, ale zdecydowanie nie lubię chamskich i zadufanych w sobie archeolożek. Dawno żadna postać tak mnie nie irytowała. Bohaterka obraża mężczyzn, używała wobec nich przemocy i po prostu była niemiła.Mimo postawy Vulipny brnęłam dalej, bo liczyłam na jej wewnętrzną przemianę. W pustynnej wiosce przygoda jakby trochę zwolniła. Dostaliśmy bardzo dokładne opisy szukania tropów oraz długie rozmowy telefoniczne bohaterki, na co patrzyłam z przymrużeniem oka. W pewnym momencie, gdy do finału książki zostało kilka stron, poczułam konsternację, bo akcja, zamiast się wyjaśniać zaczęła się ciekawie rozwijać. Niby fajnie, jednak nie do końca, bo okazało się, że nie dostałam żadne zakończenia. Zupełnie nic, bo powieść nagle się urwała. Nie było domykającego finału z wprowadzeniem do kolejnej części. Nie było wzmianki, że takowa będzie. I znowu poczułam się zniesmaczona, bo fajnie rozkręcająca się historia nie miała kulminacji.
Przygody Vulipny budziły we mnie różne emocje. Przez ciekawość, irytację, zainteresowanie, a na końcu rozczarowanie wynikające z braku jakiegokolwiek końca. Uważam, że fabularnie książka jest bardzo fajna, jednak zabiegi, które zastosowała autorka, wzięły nieprzychylną górę, dlatego mi tak średnio się podobała. Przeczytajcie i sami oceńcie, czy takie zaskakujące rozwiązania przypadły Wam do gustu.
Moja ocena: 6/10.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwo AlterNatywne
#trzyzagadkivulpiny#archeologia #arizona #przygoda #czytamwszędzie

Dodaj komentarz