Książka Anny Nowackiej „S.O.S. Stowarzyszenie Obrońców Smoków” pojechała z nami do babci na wakacje. Codziennie wieczorem wskakiwaliśmy do łóżka i czytaliśmy przygody Stasia i Heleny. Syn zadowolony, mi też się podobało, ale myślałam, że smoków będzie więcej.

Historia S.O.S-u skupia się na kuzynostwie, którego przodkowie od wieków działają w tajnej organizacji chroniącej smoki. Hela dosłownie przed chwilą poinformowała Staśka, że on tak samo, jak jego zaginiona mama będzie członkiem tego stowarzyszenia. Oszołomiony chłopiec od razu dostaje misję — musi odnaleźć mamę.

Już od pierwszych stron łatwo wciągnąć się w fabułę. Chcemy wiedzieć, co stało się z mamą Staszka, jak działa organizacja i co będą robić w niej dzieciaki. Mnie przede wszystkim zaciekawiły krakowskie legendy, ponieważ lubię takie klimaty. Magiczne przedmioty, zwierzęta i miejsca, które można odwiedzić będąc w Krakowie, były fajnym smaczkiem. Para głównych bohaterów również okazała się bardzo przyjemna. Kuzynostwo jest pełne werwy i zapału. Ich entuzjazm przydatny będzie w niebezpiecznych misjach. Świetnym pomysłem było wprowadzenie do fabuły babć i cioć. Dzięki temu mamy rodzinną historię z czarnym charakterem w tle. Podobały mi się również kolorowe obrazki nawiązujące do treści i duża czytelna czcionka ułatwiająca czytanie młodym czytelnikom. Czytanie szło nam płynnie i zrozumiale, choć kilka razy zdarzyły się nagłe przeskoki akcji, które burzyły harmonię poukładanej historii. Trochę mnie to zdezorientowało.

Mimo że liczyłam na więcej smoków, w tym więcej smoka wawelskiego, to i tak historia mi się podobała, ponieważ przypominała mi film „Mali agenci”. Staś i Helena to nasi polscy, młodzi bohaterowie, którzy, kiedy tylko chcą, mogą wejść w świat pełen przygód, dziwnych istot i niepozornej amunicji. Dobra zabawa gwarantowana.

Moja ocena: 8/10.

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kropka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *