„Parasolki” Dominiki Buczak to książka, która przypomina, że kobiety walczyły o prawa, z których dziś korzystamy. To bardzo ważna powieść, ponieważ autorka za pomocą wciągającej fabuły przedstawiła fakty historyczne, od których często stronimy bądź, co gorsza, nie są nam należycie przekazywane. Osobiście nie przypominam sobie, żeby temat walki o edukację i prawa wyborcze kobiet był w szkole mocno poruszany, dlatego cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę, ponieważ wiele się z niej dowiedziałam.
Historia głównych bohaterek ciekawi, ponieważ osadzona jest w historycznych realiach Warszawy pod zaborami. Losy Ireny, Stasi i Wandy śledziłam z ciekawością. Te trzy zgoła odmienne kobiety żyły w czasach, w których rola płci pięknej była mocno ugruntowana przez normy społeczne i społeczeństwo. Kobiety miały bardzo znikome przywileje, dlatego pragnęły zmian. Nasze bohaterki chciały decydować, uczyć się, pracować, brać udział w wojnie oraz najważniejsze — móc iść na wybory, by oddać ważny głos.
Wszystkie wątki fabularne były ciekawe. Najbardziej spodobał mi się wątek Stasi — młodej dziewczyny, która straciła matkę, dlatego trafiła pod opiekę ciotki Ireny, dobrze urodzonej damy, która nie chce jej matkować. Historia Wandy również jest ciekawa, bo to dziewczyna, która chce i do pewnego momentu walczy dla Polski. Irena zaś to najstarsza bohaterka, która jest na granicy czasowych zmian. Z jednej strony chce żyć po swojemu, z drugiej ograniczają ją normy, zasady i etykieta.
Książkę czytało mi się bardzo dobrze, choć momentami przeszkadzały mi przeskoki czasowe. Główne bohaterki myślami wędrowały do innych miejsc i czasów. To było bardzo mylące, gdyż na nowo musiałam odnajdować się w fabule. Podobało mi się zaś to, że z łatwością mogłam zobrazować sobie tamte czasy, miejsca i osoby. Mogłam wczuć się życie bohaterek, z którymi nawiązałam czytelniczą więź.
Dzięki tej świetnej lekcji historii uświadomiłam sobie, jak ważne jest działanie. Aby móc, trzeba działać. Czy ja bym dzisiaj tak potrafiła? Nie wiem, dlatego cieszę się, że nie mam takich dylematów, jak kobiety minionych pokoleń. Jestem też dumna z tego, że kiedyś żyły osoby, które nie bały się wyjść i walczyć o to, co uważały za słuszne.
„Parasolki” to książka, która sprawia, że podczas lektury uświadamiamy sobie, że to, co teraz jest dla nas codziennością, dla innych kobiet było marzeniami. To historia, która nie dość, że jest interesująca, bo życie Wandy, Ireny i Stasi mocno różniło się od naszego wolnego od wojny, to dodatkowo przypomina działania Zofii Nałkowskiej, Marii Dulębianki, Kazimiery Bujwidowej oraz wielu innych ważnych dla Polski kobiet. Polecam, zwłaszcza jeśli lubicie powieści historyczne, bo to pozycja, która wzbogaca wiedzę na temat naszej przeszłości.
Moja ocena: 8/10.
[Współpraca barterowa/komercyjna z @wydawnictwoliterackie ]

Dodaj komentarz