„Oszast” Grzegorza Mirosława to genialny thriller, który rozgrywa się w polskich górach. Jego najmocniejszą stroną jest dynamiczna fabuła — tu cały czas coś się dzieje. Nie ma czasu na zbędne opisy, ponieważ dostajemy mnóstwo porywającej akcji. Tylko na pierwszych stronach jest spokojnie, dalej następuje wielkie bum i mamy: wypadek samochodowy, zaginięcie kobiety z niemowlęciem oraz trupa w bagażniku. Policja ma ręce pełne roboty, ale nie tylko ona, bo Jan Stelmach wraz z kuzynem rusza w mroczne zakątki Oszastu, by odnaleźć zaginioną żonę i córeczkę. Musicie jednak wiedzieć, że na szczyt Oszastu nikt się nie zapuszcza, bo tam podobno mieszkają diabły.
I wiecie co? Podczas lektury czuć zło, mrok i wszędobylski strach. Strach Jana o rodzinę był bardzo zaraźliwy. Bałam się razem z nim, może dlatego, że sama mam małego synka i nie wyobrażam sobie siebie w ciemnym, górskim lesie, pełnej dzikiej zwierzyny z małym dzieckiem. Brzmi jak najgorszy koszmar, dlatego wszystkie emocje, które towarzyszyły głównym bohaterom, emanowały na mnie z podwójną siłą. Strach, który czułam, to nie wszystko, bo fabuła jest prowadzona tak, żeby podnieść nam poziom adrenaliny. To właśnie ten hormon przetrwania napędzał mnie do czytania. Chciałam wiedzieć, co się stało w noc wypadku, gdzie jest rodzina Jana oraz czy mężczyzna na pewno mówi prawdę. Pytań było mnóstwo, a autor z każdym kolejnym rozdziałem podkręcał akcję i tempo, dlatego czytanie szło mi ekspresowo. W książce oczywiście nie zabrakło klimatu niepewności i wyczekiwania, który budowany był przez archiwalne wspomnienia rozpoczynające rozdziały oraz wrażenie, że każdy coś ukrywa. Kolejne plusy zbierają bohaterowie — Jan, Szczepan, Anka, Weber i cała reszta są genialni, ponieważ działają, myślą, boją się, tracą siły, zatem robią wszystko, to co my. Nie mam ulubionej postaci, bo wszystkie świetnie wpasowały się historię. Nic bym w nich nie zmieniła, w ogóle nic bym nie zmieniła w książce, bo wszystko mi się bardzo podobało.
Ukoronowaniem tej świetnej historii jest zakończenie — po pierwsze zaskakujące, a po drugie dające szansę na kontynuację. Po połączeniu informacji ze śledztwa, od Anki i wspomnień byłam pewna swojej tezy, aż do kolejnego bum. Genialna taktyka zmyłkowa! Mile mnie to zaskoczyło, wywołując zdumienie i uśmieszek na mojej twarzy.
Podsumowując, „Oszast” to świetne połączenie kryminału z thrillerem w klimacie grozy, które trafia do mojej topki. Polecam za szybką akcję, uczucie walki z czasem oraz lęk, który z każdą stroną wciąga w mroczne tajemnice górskiego szczytu.
Moja ocena: 10/10.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak.
#oszast #góry #szczyt #puszcza #czytamwszedzie

Dodaj komentarz