Dystopia i postapo to tematy, które bardzo dobrze mi się czyta. Lubię zagłębiać się w wykreowany przez autorów świat, który z dnia na dzień staje się niebezpieczny i odmienny od naszego, dlatego „Ostatni eon” Darii Czyszkowskiej bardzo mi się spodobał.
Najbardziej zaciekawił mnie nowy, powojenny, skażony świat. Otrzymujemy tu porządek społeczny, który jak się później okazuje, nie jest taki sam we wszystkich częściach świata. Nasz główny bohater podczas swojej wędrówki ku wypełnieniu pokoleniowej przepowiedni, poznaje różnych ludzi, ich sposoby na życie, zwyczaje oraz wyznania. Na początku poznajemy społeczność Melchiora i Sary, która kierowana jest przez kapłanów hołdujących nowej Świętej Łucji. Młodzi ludzie kierujący się różnymi pobudkami wyruszają wraz z orszakiem Świętej w podróż, która zmieni ich dotychczasowe, zaplanowane i ułożone przez kapłanów życie. Oj tak, tam wszystko było ustawione przez górę — partnerstwo, rodzicielstwo, praca, a nawet przydział żywności — totalitaryzm pełną parą.
Oprócz dystopii mamy tu również motyw wędrówki, który też dobrze wypadł. Powoli przesuwająca się do przodu akcja ukazuje nam różne formy dostosowania się ludzkości do zmienionego świata. To, co wcześniej było dla Melchiora pewniakiem, nagle zniknęło, więc musi skonfrontować swoje dotychczasowe doświadczenie z nowymi realiami. Melchior nie jest jednak typowym wybrańcem, co było dla mnie dużym plusem. Mimo że mężczyzna jest potomkiem bogów, to bystrością nie grzeszy, a jego działanie kierowane jest przez innych. Sam nie ma w sobie odwagi do działania, dopiero gdy zostaje przyparty do muru, bierze życie w swoje ręce i rusza w świat, by odnaleźć krewnych z rodzinnej przepowiedni.
Pomysł z połączeniem rodu też był ciekawy, na dodatek popychał fabułę do przodu. Chciałam dowiedzieć się, co się stanie, gdy Melchior wypełni swoją misję. Szczerze, liczyłam na większe wow, dlatego zakończenie moim zdaniem wypada słabiej. Na dodatek finał pozostawia po sobie dodatkowe pytania dotyczące Astrid i Nerei (nurtuje mnie niespełniona obietnica miecza) oraz tego, czy trzymanie się kurczowo słów przekazywanych z pokolenia na pokolenie miało sens. Może gdyby główny bohater żył tu i teraz zamiast pokładać wiarę w przepowiednie jego życie wyglądałoby inaczej.
„Ostatni eon” to książka, która wciąga swoją szczegółowością i pomysłem. Dokładne i plastyczne zaprezentowanie postapokaliptycznych społeczności oraz ciekawych bohaterów zasługuje na docenienie tej pozycji. Ten tytuł naprawdę mi się podobał, a co najważniejsze wracał do mnie co jakiś czas, dlatego z chęcią przeczytałabym więcej o Nowym Świecie.
Moja ocena: 8/10.
Współpraca barterowa/reklamowa z Wydawnictwem Alternatywnym.

Dodaj komentarz